J. Stąpór – Ceremonia rapée w nowiu w wadze

Dualistyczny ołtarz z pieczą czterech Elementów.

Osiem osób w kręgu, każde w innym miejscu.

Dwóch braci zainicjowało, ale jeden w roli prowadzącego.

Przywołuje duchy, opiekunów i wyższe Ja każdego,

a ten drugi prosi o mądrość przodków oraz następców,

prosi tych co reprezentują energie żeńską jak i męską

o rozpalenie świeczek leżących w yin i yang centrum.

Ktoś tam prosi o miłość w sercu,

inny woła o chęć do życia, bo utknął w miejscu.

Moją intencją jest odpowiedzialność w każdym istnieniu

byśmy widzieli w tym wolność i siłę codzienną!

 

Zaczynamy z bratem – mimowolnie zakładam maskę.

Walczę przy nim z tym schematem za każdym razem.

On pracuje już z energią werbalnie.

Potem ja wdmuchuję mu mieszankę.

Z intencją z serca – niech tak się stanie!

 

Następnie zasiada kompan z Miasta Smoka.

Z nim zawsze pracuje na najgłębszych poziomach.

Są jęki, stęki, kaszel, krzyki, drgawki i brak popraw.

Ślę mu moc dobra, ale i tak sam się musi z tym uporać.

 

A potem ona… z energią lekką jak słowiańskie imiona,

trochę dwutwarzowa, trochę prastara i mądra.

Jest piękna, pożądania na szczęście we mnie nie ma.

Spada na mnie wgląd ile zależy od czystości serca.

Mógłbym wszczepić w jej strukturę cokolwiek.

Otwarta na oścież… Dochodzi do mnie

jakie to ważne, by uzdrawiał właściwy człowiek!

Drugi strzał i wszystko się zmienia –

teraz napiera na mnie jej energia męska.

Teraz wychodzą na wierzch kwestie cienia.

Nie wiem czy jestem w tym z nią czy siebie zabezpieczam.

W porę odeszła, intensywnie było jak na Kręgach

 

Jest i on… Dla niego to co się dzieje jest nowością.

Obserwował uważnie ucząc się ochoczo.

Wszystko co robię jest po to, by inspirować sobą.

Na spokojnie wspomagam tyle na ile sam sobie pozwala.

Najważniejsze to nie przeszkadzać,

każdy sam siebie umie uzdrawiać jak ma świadka.

 

Człowiek-koc co jawi się jako wojownik w kimono.

Potem jej oczy zagrają ze mną niczym Otorongo.

Przemiana z samuraja w masywnego golema!

Ta energia jest bagienno-leśna, silna ale i ciężka.

Jednocześnie jest w niej dziatka, staruszka i kobieta.

Transcendentny zestaw dla którego czasu nie ma.

 

Jako szósta siada naprzeciw mnie nowopoznana.

Czuję jak energia od niej wchodzi mi w genitalia.

Jeszcze nigdy nie miałem takiego doznania.

To dar-wzmocnienie dla mego fizycznego ciała.

Ode mnie w podzięce z trzeciego oka leci w jej fala.

Co by się nie działo zawsze musi być wymiana.

 

Z dystansem ściętowłosa się pojawia.

To tu rozegra się najgłębsza praca.

Nie ma w niej kobiety, jest tylko walki maska.

Widzę w jej prawym policzku pięść – przejmuje mnie empatia.

Łączę się z nią w bólu, by uzdrowić te kłamstwa.

Na sekundę jej twarz w mężczyznę się przeistacza.

Mówię jej, by się już więcej za iluzją nie chowała,

by wybaczyła jemu, oddała co jego i swoje zabrała.

To już czas, by swą moc zacząć poznawać.

Pochylam przed nią głowę w pokłonie

i w duchu, w imieniu wszystkich mężczyzn przepraszam.

 

W początku koniec, tak więc zamieniają się role –

siadam po przeciwnej stronie, on z nowym aplikatorem,

z atrapą miecza u boku i klarownym przewodnictwem.

Przyzywa Fyomai i ducha Matki Ziemi też.

Nie do końca umiem podjąć jasną decyzję,

lecz w końcu czuję czego potrzebuje na tę chwilę.

Odcinam uciekanie, przyzywam do stawiania czoła siłę,

gotowość na realizację wyzwań jakie stawia życie.

Krzyczę jak na bitwie rozniecając swą iskrę.

Pięścią w podłogę biję, cięcia miecza słyszę.

Proszę o Jarinę, by znaleźć balans między działaniem a odpoczynkiem.

„Do następnego nowiu rapee nie przyjmiesz!”

Wola miecza tnie me ciągoty krzewiąc czyny właściwe,

choć wewnętrzne dziecko buczy chcąc odzyskać zabawki swe.

Widzę co za byt zaprosiłem do swej struktury energetycznej.

Pora się oczyścić, odzyskać spokój, moc i respektować wizje.

Ruszam w snu krainę, by zintegrować ten przemiał istnień.

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *