Śpiewać „intuicyjnie” każdy może

Uzdrawianie poprzez wibrację jest dla mnie jednym z najbardziej potężnych narzędzi do pracy z ciałem oraz świadomością. Od wielu lat prowadzone są badania na temat wpływu wibracji na otoczenie. Wiadomo, że harmonijne dźwięki, podobnie jak pozytywne słowa, tworzą piękne, „zdrowe” formy. Nie bez przyczyny w wielu religiach stworzenie świata rozpoczęło się od „słowa” lub dźwięku – musiało to być jednak słowo-wibracja, która miała w sobie moc budowania. Dźwięki oddziałują na komórki naszego ciała i – mogą je wzmacniać, oczyszczać lub niszczyć.

Nie zawsze jednak chodzi o to, żeby dźwięk był ładny dla naszych uszu – są pewne zakresy, które trudno nazwać ładnymi, ale jednak ich oddziaływanie na ciało jest bardzo głębokie. Na przykład ultradźwięki, przy pomocy których delfiny czy wieloryby komunikują się ze sobą, mogą działać uzdrawiająco, a przecież nie kojarzą się one z tradycyjnie przyjemnym dla ludzkiego ucha brzmieniem.

Moje „śpiewanie” też nie zawsze jest ładne. Zresztą wolę określenie, że wibruję raczej niż śpiewam. Poddaję się wewnętrznym odczuciom i podążam za nimi moim głosem. Wiem, że wtedy jestem podłączona do mojej nadświadomości i nie tyle ja śpiewam, co się „przez mnie śpiewa”. Kiedy tylko próbuję sterować tym procesem, na przykład pomyślę że fajnie byłoby zaśpiewać coś ładnego, to natychmiast tracę w nim przepływ i zaczynam się gubić.

B. Doroszko – Meditation

Śpiewać każdy może

Pochodzę z rodziny, w której się nie śpiewa, ponieważ nikt nie umie robić tego ładnie. Dopuszczalne są jedynie wygłupy ze śpiewania, takie jak ostentacyjne, podkręcone do absurdu fałszowanie. Do tej pory pamiętam jak dotarł do nas obraz Matki Boskiej i zgodnie ze zwyczajem trzeba było śpiewać religijne pieśni. Ochrypły głos mojej cioci w połączeniu z moim drżącym od śmiechu pozostanie w mojej pamięci chyba już do końca życia jako jedna z bardziej komicznych scen rodzinnych. Kiedy byłam mała to śpiewałam piosenki, do których słowa wraz z melodią wymyślałam na bieżąco, totalnie spontanicznie. Nie musiałam więc niczego odtwarzać, a tworzyłam coś swojego i świetnie się przy tym bawiłam. Z czasem jednak zostałam „spacyfikowana” przez moją rodzinę i dałam się przekonać, że śpiewać to ja kompletnie nie umiem. To moje przekonanie o nieumiejętności śpiewana wrosło we mnie tak głęboko, że jak opowiadałam nowo poznanej osobie o sobie to często wspominałam, że właśnie „śpiewać to ja kompletnie nie umiem”, albo „śpiewanie nie jest dla mnie”. „Nieśpiewanie” stało się częścią mojej tożsamości i nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogłoby się to zmienić.

Głos jest wielkim darem

Pierwsze moje „przebudzenie” do używania głosu intuicyjnie pojawiło się w mojej przestrzeni po sesji jaką zrobił mi Jan z Ciężkowic. Nagle poczułam się zupełnie inaczej i jedyne co mnie interesowało to rysowanie oraz śpiew, czyli dwie dziedziny, których do tej pory unikałam jak ognia, ponieważ uważałam, że nie potrafię tego robić. Najprawdopodobniej energia jaką otrzymałam podczas sesji aktywizowała moją prawą półkulę i naturalne dla mojej duszy sposoby na wyrażanie swojej esencji. Jednak po pewnym czasie powróciłam do swojej starej struktury energetycznej i po prostu przestałam malować oraz śpiewać.

Wieloryb jest zwierzęciem mocy związanym z czakrą gardła. Uczy nas śpiewać pieśń swej duszy

Dzisiaj śpiewanie jest nieodłączną częścią mojej rzeczywistości. Śpiewam w domu, podczas sesji, warsztatów, idąc ulicą, spotykając się ze znajomymi. Nadal nie umiem odtwarzać linii melodycznych, ja tylko „śpiewam swoją duszę”. Poddaje się temu, co jest we mnie i temu, w jaki sposób moja esencja chcę przemówić używając głosu. Odruchowo, cały czas tłumaczę się z tego mojego śpiewania, że to takie nie do końca i w ogóle. Jednocześnie widzę jak potężne jest to narzędzie. Zawsze pojawia się w momentach najtrudniejszych – kiedy podczas sesji dotykam najgłębszych zranień, smutku, rozpaczy, zagubienia etc. Słowa w takich momentach zdają się tracić swoją moc, a ja jedyne co mogę zrobić to właśnie zaśpiewać, żeby przypomnieć zagubionym fragmentom naszej świadomości, rozproszonym cząstkom duszy, drogę do domu. Umysł nie zawsze rozumie co się dzieje, ale instynktownie większość ludzi poddaje się prowadzeniu, jakby to był najbardziej naturalny sposób uzdrawiania. I często jest to zachwycający proces, jest w nim coś bardzo prawdziwego, a jednocześnie nie do końca ludzkiego.

Mój przypadek jest najlepszym dowodem na to, że nigdy nie wolno mówić nigdy. Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział mi, że będę uzdrawiać głosem, to wyśmiałabym go i powiedziałabym „nigdy w życiu”. A teraz nie umiem przeżyć dnia bez śpiewo-wibrowania. Tym bardziej mam prawo do tego, żeby Wam powiedzieć – śpiewajcie, wibrujcie, eksperymentujcie ze swoim głosem, szukajcie dźwięków, które sprawią, że poczujecie się lepiej. Śpiewanie to medycyna przyszłości – najlepsza i dostępna dla każdego, kto odważy się zaśpiewać głosem swojej duszy, nie zastanawiając się co pomyślą o nim inni.

O autorze

Urszula Mikłasiewicz–Ziomek: Zajmuje się rozwojem świadomości oraz integracji wszystkich aspektów ludzkiej natury. Prowadzi warsztaty poświęcone czakrom, przyjmowaniu osobistej mocy i harmonizacji aspektu żeńskiego oraz męskiego. Przez kilka lat współorganizowała Zgromadzenie Kręgów oraz trzyma przestrzeń kręgu kobiecego w Krakowie. W pracy indywidualnej towarzyszy ludziom w scalaniu ich świadomości oraz realizacji ich naturalnego potencjału twórczego.

Serce Ziemi

u.miklasiewicz@op.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *