Psychologiczno-szamańskie studium mojej drogi od opętania do wyciągania bytów

Na każdym kroku budujemy relacje z elementami Wszechświata – innymi ludźmi, zwierzętami, roślinami, miejscami, przedmiotami, egregorami, istotami niematerialnymi itd. Relacje te mogą być oparte na zdrowej wymianie, kiedy to obie strony karmią energetycznie siebie nawzajem dzięki czemu realizują zasadę, która mówi o tym, że dając otrzymujemy jeszcze więcej. Drugą możliwością jest pasożytowanie, czyli niezdrowa zależność, w której jedna ze stron ucieka się do manipulacji po to, by uzyskać korzyści energetyczne dla siebie kosztem drugiej strony.  

Obecnie panujący system na planecie Ziemia został wykreowany tak, by ludzie nieustannie atakowali siebie nawzajem i byli oddzieleni od siebie nie mając dostępu do swojej wewnętrznej mocy oraz po to, by nie byli świadomi jaka moc płynie ze wspólnoty, w miejsce której została wprowadzona hierarchia, czyli pasożytnicza struktura narzucająca podział. Czerpią z tego twórcy systemu – Reptilianie, którym podlegają inne istoty niematerialne pokroju różnych demonów i bytów astralnych.

 

W jaki sposób może dojść do podpięć?

Otóż w momencie mocnych, traumatycznych doświadczeń często mamy otwartą aurę wpuszczając w swoje pole energie i istoty, które napierają na nas wtedy pod przykrywką zmanifestowanych zachowań na planie fizycznym poprzez osoby, które nas krzywdzą czy też bolesne sytuacje typu bycie świadkiem czyjejś śmierci czy krzywdy przy równoczesnej niemożności niesienia pomocy tej osobie itd. Mało tego, bardzo często w trakcie takich doświadczeń odczuwane cierpienie jest tak ogromne, że defragmentujemy swoją duszę nie chcąc tego odczuwać. Tworzy się wtedy chwilowa pustka po zagubionym fragmencie duszy, która musi być czymś wypełniona co daje przestrzeń dla podczepienia się pod nas różnych bytów. To z kolei prowadzi do różnych powtarzalnych wzorców zachowań i dynamik w relacjach.

Kolejnym programem systemowym jest postrzeganie rzeczywistości poprzez umysł i utożsamianie się z ciałem. Utożsamiamy się wtedy z naszymi myślami i emocjami, a niekoniecznie zawsze sami je wywołujemy. Często stany zasysające nas i popychające do różnych czynów wywoływane są przez podczepione pod nas istoty, które karmią się naszą energią, głównie wtedy gdy występują takie emocje jak strach, lęk, smutek, gniew, żal, poczucie winy lub takie ruchy energetyczne jak poczucie osamotnienia,  agresja, manipulacje, bycie pasożytem w relacji, skrajne przekraczanie granic innych, dominowanie, bierność, podkładanie się pod innych za wszelką cenę (tzw. współuzależnienie) itp. Choć nie są to stany zgodne z naszym sercem to z jakiegoś powodu mamy to przeżyć i godzimy się na to na poziomie nieświadomym.

Kolejną przyczyną zasiedlania nas przez różne byty są doświadczenia astralne, np. wychodzenie z ciała (OOBE) oraz przyjmowanie enteogenów w nieodpowiednich warunkach i kiedy sami nie jesteśmy na to gotowi. Z własnego przykładu mogę powiedzieć, że byłem atakowany kilkakrotnie pod wpływem grzybów psylocybinowych, gdzie za pierwszym razem nie będąc świadomym co się dzieje i kwestionując swoje odczucia wyszedłem z tej batalii przegrany – totalny zanik energii witalnej przez kolejny tydzień, ledwo co chodziłem. Aż do kolejnej podróży na grzybach, kiedy wszedł we mnie duch wilka i mnie obronił oraz poodcinał te połączenia. Po 3 latach abstynencji, gdy wróciłem z zupełnie inną świadomością i czystością oraz etyką wewnętrzną do tego typu doświadczeń, umiałem już rozpoznać takie ataki, a nawet je odeprzeć.

Spotkałem też osobiście osoby, które są opętane i prowadzą ceremonie Ayahuasci albo uczestniczą w nich zaburzając proces grupowy poprzez agresywne ingerowanie w przestrzeń i doświadczenie pozostałych uczestników. Obecnie jest wielu pseudo-szamanów, zarówno z lokalnych ziem jak i tych z Ameryki Południowej, którzy sami są nieświadomie na usługach systemu. Często podpinają się uczestnikom pod różne czakry sprawiając, by ci byli zalezni od nich. Niektóre osoby z mediumicznymi zdolnościami mogą podczas ceremonii z roślinami mocy kanalizować różne demoniczne energie do pola grupowego i tutaj potrzebny jest odpowiedni szaman(ka), który potrafi stać na straży w takich sytuacjach i otoczyć opieką wszystkich uczestników oraz przeprowadzić ich bezpiecznie przez taki proces. Dlatego warto sprawdzić na wszelkie możliwe sposoby kim jest osoba prowadząca ceremonię zanim się na nią udamy, a idealnie by było udawać się na ceremonię w grupie osób z którym już pracowaliśmy duchowo niejednokrotnie, podobnie z osobą prowadzącą.

Warto też wspomnieć o doświadczeniach spirytystycznych, kiedy zwracamy się do konkretnych istot przywołując je i wchodząc z nimi w interakcje. Możemy przywoływać anioły tak samo jak i demony. Pytanie jaką mamy intencję i jaką cenę przyjdzie nam zapłacić za nasze czyny.

Innym sposobem na podczepy energetyczne są eksperymenty z syntetycznymi substancjami psychoaktywnym lub „leczenie się” psychotropami, antydepresantami itp. Są to energie systemowe, które ułatwiają dostęp do nas różnym istotom. Mówię tutaj też o syntetycznych psychodelikach, które na swój sposób mogą być czasami nawet bardziej niebezpieczne niż wszelkie amfetamino-podobne substancje. Psychodeliki zmieniają częstotliwość wibracji naszej świadomości, otwierają też górne czakry – stąd różne doświadczenia mistyczne, wyjścia z ciała, zalanie przez światło, poczucie jedności z całym wszechświatem, ale i też podróże przez piekło, spotkanie różnych istot, które mogą nas zaatakować albo omamić jakąś iluzją, zmiany stanu jaźni, np. w zwierzęcą czy poczucie bycia jakimś mitologicznym stworzeniem lub mechanicznym urządzeniem albo też rozbicie jaźni na atomy co dla psychiki niektórych osób może być zbyt obciążające. Ja sam w latach eksperymentowania z psychodelikami miałem doświadczenie pod wpływem LSD, w którym wyrzuciło mnie w przestrzeń zasiedlaną przez humanoidalne jaszczury (Reptilianie). Do jednego z nich czułem pociąg seksualny, na planie fizycznym mrowiły mnie genitalia. Gady wykorzystały wtedy ignorancję początkującego psychonauty i zassały sobie ze mnie trochę energii podczepiając się przy okazji. Wielokrotnie przyjmując tryptaminy czułem obecność przeróżnych istot. Innym razem pod wpływem 4-Aco-DMT nawiedziły mnie jakieś istoty, które zaczęły mnie wyciągać z ciała. Czułem, że jak z nimi pójdę to nie wrócę już do ciała fizycznego. Długo by wymieniać, całe to eksperymentowanie zasyfiło mnie niesamowicie, musiałem się czyścić z tego przez 3 lata żeby uzyskać przyzwoitą integrację i poczucie osadzenia w życiu ziemskim oraz pokochanie go jak i samego siebie. A zaczęło się od tego…

 

Bad trip
czyli coś na kształt mojej choroby szamańskiej

Bad trip jest to bardzo ciężkie, przytłaczające doświadczenie pod wpływem substancji lub roślin psychoaktywnych (głównie wiąże się je z psychodelikami), które ma przełożenie na dalsze życie człowieka, zmienia konstrukcję jego psychiki i strukturę energetyczną.  Przyczyną bad tripu jest niewłaściwy set & setting – nastawienie i otoczenie.

W moim przypadku wyglądało to tak, że jako 20-latek przyjąłem większą ilość niż zalecana norma dla średniej dawki substancji DOC (psychodeliczna amfetamina) z nieznajomymi mi ludźmi (poza jednym kolegą). Warto wspomnieć, że w swej dziecięcej lekkomyślności jako jedyny w całym gronie przyjąłem taką dawkę. Intensywność bodźców i hardcorowo zmieniona percepcja były totalnie przytłaczające.  Odseparowałem się od reszty, z którą nie potrafiłem znaleźć żadnego połączenia. Czułem wtedy obezwładniające cierpienie samotności i wyobcowania. Zintensyfikowała też mi się pogarda do rówieśników i poczucie wyższości – wzorce wzięte od taty.

Kolejnym błędem było puszczenie sobie ciężkiej, psychotycznej muzyki, która już na dobre rozkręciła paranoje w mojej głowie i wdrukowała różne myślokształty w psychikę na lata. Były to utwory takie jak:

 

 

Odcinało też mi świadomość oraz sztywniały mi kończyny i miałem nabrzmiałe żyły jak i „zdrętwiały” układ nerwowy.

Całe doświadczenie trwało 22h! Po kilku godzinach samotnie wsiadłem w pociąg z Krakowa do Kielc, gdzie wróciłem do swojego mieszkania. Tam gehenna trwała dalej, gdyż wywaliło mnie w noworodkowe tęsknoty za matką, chęć ssania piersi i wtulenia się w jej ciepłe ciało jak i  różne stadia embrionalne. Nie wiedziałem jeszcze wtedy co się robi z takimi rzeczami i jak poruszać się po tych przestrzeniach. Zamiast terapeutycznego doświadczenia poszerzającego świadomość spotkałem się z traumatyczną podróżą wpędzającą mnie w psychozę.

Po tej bezsennej dobie przez 5 dni chodziłem jak zombie – wypruty z jakichkolwiek uczuć czy emocji, totalny stan niebytu pomimo funkcjonującego ciała. Zostałem ze zmienioną percepcją i psychiką na niemalże 3 lata! Widziałem troszkę inne kolory w drzewach, miałem odbitki twarzy z tyłu głowy kiedy ktoś coś mówił albo się śmiał lub robił jakiś grymas. W relacjach z ludźmi równocześnie czułem się odcięty, wyobcowany oraz poszukiwałem symbiotycznego zespolenia z nimi. Huśtałem się od euforii po marazm i tłumiony raz po raz krzyk rozpaczy. Zafiksowałem się na psychodelii – nie dało się ze mną rozmawiać o niczym innym niż o psychodelikach i kulturze psychodelicznej, a ja sam wszędzie, we wszystkich kształtach dopatrywałem się przenikającej świat psychodelii. Narzucałem fanatycznie ludziom swoją wolę, oceniałem ich, wypowiadałem się z wyższością jakby tylko moje pomysły i tylko moje postrzeganie było jedynym słusznym. Dominowałem w grupie na przeróżnych płaszczyznach, bo tylko tak czułem się bezpiecznie z innymi ludźmi. Na każdym kroku fiksowałem się też na negatywach zasłaniając to poczuciem, że ja znam prawdę, a ludzkość błądzi sprowadzając siebie do roli maszyn i systemowych trybików. Do tego dochodzi jeszcze klasyczny lęk przed oceną i odrzuceniem, więc pomimo tej na pozór silnej osobowości permanentnie podkładałem się pod innych i robiłem rzeczy wbrew sobie. Cierpiałem myśląc godzinami o tym, że jestem w niewłaściwym miejscu  (wyskakiwało to w pracy jak i na studiach).

Później uciekłem za granicę, gdzie z tak słabą psychiką dołożyłem sobie tylko jeszcze kilka traum blokując sobie mocno czakrę gardła i uzależniłem się od marihuany oraz psychodelików. Od tamtego doświadczenia marihuana niemalże zawsze robiła mi krzywdę – psychotyczne poczucie odcięcia od całego świata, obrzydzenie do własnego ciała, które wręcz śmierdziało mi fekaliami, mocna pogarda i poczucie wyższości, zamknięcie się na świat. Jak się domyślacie nagminnie eksperymentowałem z dużymi dawkami psychodelików, czyli dalej otwierałem się na kolejne kontakty z nieznanymi siłami intoksynując do granic swoje ciało fizyczne. Ciężki czas…

 

I demon

W grudniu 2014 roku zacząłem świadomą pracę nad sobą w trzeźwości przy pomocy trenera Radykalnego Wybaczania – Marcina Kurnika.  Wymagało to ode mnie znalezienia substytutów dla tych stanów, więc całym sobą rzuciłem się w poznawanie technik wprowadzających w odmienne stany świadomości.

I tak 2 lata później wylądowałem na koncercie gongów u pewnej szamanki. Od samego początku byłem bardzo mocno w umyśle, nie potrafiłem przekierować uwagi na ciało czy na serce. Pojawiało się wiele fantazji z poziomu ego. W Połowie koncertu prowadząca stanęła nade mną z gongiem i wtedy najpierw wykręciło mi gałki oczne do góry oraz język tak, że wsunął się do gardła. Mogłem oddychać nosem, więc pozwoliłem sobie na to. Nagle mój umysł się zatrzymał i ujrzałem diabelską, czerwoną twarz z wieloma małymi rogami przypominającą Dartha Maula z I części Gwiezdnych Wojen.

Czułem obecność tej istoty. Przemawiałem w umyślę, że nie ma nade mną władzy, że interesuje mnie światło i Źródło. Mantrowałem bardzo szybko „serce, serce, serce…”. Poczęło mnie wykręcać, wstrząsało mym ciałem, wykrzywiało mi twarz w demoniczny grymas, miałem poczucie, że mam dłuższy, wężowy język przecięty w połowie na dwie końcówki. Wyrosły mi kremowe rogi z kości na głowie jak i na prawej kości policzkowej. Słyszałem piekielne wrzaski i piski z jakiejś otchłani.

Po koncercie dalej leżałem. Miałem „porażony” układ nerwowy, powyginało mi palce u rąk, nie mogłem w ogóle ruszyć ciałem. Prowadząca wpierw zacząła mnie masować i naciskać punkty akupresurowe, a później ułożyła swą dłoń na mym splocie słonecznym tak jakby trzymała jakiś grubszy pręt i zaczęła ciągnąć ją w górę wzdłuż kręgosłupa. Poczułem wtedy jak w środku coś, nie tyle jest przesuwane, co ciągnięte albo wyrywane. Wyginało mi ciało w różnych spazmach, przechodziły przeze mnie fale płaczu, dziecięcego smutku-radości zagubienia, sztywniały mi kończyny. Jak doszła do gardła i chwyciła mnie za grdykę to nagle jakby przełączyło mnie na chwilę w świadomość tego bytu. Czułem, że ktoś chce mnie złapać za fraki i wyrzuć niczym przeszkadzającego intruza na imprezie kopniakiem za drzwi, a ja bardzo tego nie chciałem i stawiałem opór. Po chwili poleciała dalej dochodząc do ust, z których wyciągała niematerialną linę. W tym momencie czułem wychodzący sznur z mego ciała zaczynający się w splocie albo i jeszcze głębiej. Bardzo nieprzyjemne doznanie, trochę chciało mi się rzygać, zaciskało mi się gardło i wydawałem głośne dźwięku z gardła jakbym miał puścić pawia.

Po tym doświadczeniu zmiany były tak subtelne, że nie potrafiłem ich jeszcze zauważyć. Pół roku później dowiedziałem się do czego mnie to przygotowało.

 

II demon

W maju 2017 roku udałem się na szałas potów prowadzony przez Izę Ołdak. Tego dnia, od samego rana byłem w procesie i stopniowo robiło się coraz mocniej. Mój stan psycho-fizyczny przeszedł od wstępnego rozkojarzenia do przejmującego bólu głowy.

Na miejscu ból przybrał na sile i poczułem ucisk z tyłu karku oraz różne blokady w ciele. Moją intencją było oczyszczenie się z pasożyta, z programu „używkowania”. Dostałem od Izy duży, spiczasto zakończony kryształ górski, który przyłożyłem sobie do głowy. Ból przybrał na intensywności niczym przy migrenie i było mi już naprawdę ciężko. Przez kolejnych kilkanaście minut przykładałem intuicyjnie kryształ albo masowałem nim kark i policzki. W pewnym momencie postawiłem go pionowo na czubku głowy i zobaczyłem dwa rogi wyrastające z przodu szczytu głowy po obu stronach. Przyłożyłem wpierw z prawej strony kryształ w tym miejscu czując jak rozbija on tę strukturę. Powtórzyłem to po drugiej stronie. Jak tylko oddałem Izie kamień ból zintensyfikował się i niemalże byłem zamroczony.

Przy rozpalaniu ogniska byłem bierny. Coś tam niby śpiewałem, ale nie było we mnie zaangażowania. Znów czułem się jak dziecko, które chce by nim pokierowano, ponieważ lęka się przejąć inicjatywę z obawy przed oceną, dezaprobatą. Napierałem jakoś sam na siebie w myślach, że jestem jak pasożyt, że inni wkładają sporo swojej energii, a ja tylko żeruję na ich pracy, ale nie potrafiłem wykonać ruchu by dołączyć.

Rozpoczęliśmy pracę w szałasie. I runda była bardzo delikatna – poprosiłem o oczyszczenie i wychodzenie do świata z poziomu budowania równych relacji, czyli bym tyle samo dawał ile przyjmuje.

W II rundzie czyściłem się z wycofywania i lęku przed przyjęciem odpowiedzialności czy inicjatywy. Wzmacniałem też swoją siłę, swój aspekt męski.

W III rundzie ledwie zamknęła się brama i nagle opadłem z sił. Dopiero teraz zmagałem się z własnymi słabościami i wygodnictwem – niewygodnie mi się siedziało, bolały mnie plecy. Tym razem przywołałem w sobie płynięcie z prądem życia oraz gotowość i otwartość na nowych ludzi od których będę się uczył.

W ostatniej rundzie dziękowaliśmy. Pojawiło się we mnie bardzo dużo myśli, że mam już dość albo „kiedy to się skończy” itp. Uświadomiłem sobie, że to jest mój program z dzieciństwa, który towarzyszył mi przez większość dotychczasowego życia. Pojawiła się we mnie pierwszy raz wola, by pracować z tym tematem. Skupiałem się na tym by być w tu i teraz, by traktować to jako doświadczenie bez ustosunkowywania się. Kiedy coś oceniam to jest początek i koniec. Kiedy przestaję to robić i po prostu doświadczam to nie ma końca. Jedna chwila płynnie przechodzi w drugą i jest tylko wieczne teraz. Było mi naprawdę ciężko, czułem też ból głowy, ale trwałem w tym.

Następnego dnia pojechałem na gongi, gdzie pierwszy raz w życiu pojąłem, iż to ja wybieram czy chcę mieć podróż przez wizje, a nie tak jak myślałem do tej pory, że trzeba biernie czekać i to się samo przydarzy. Przeszedłem przez kilka inkarnacji, zintegrowałem swój cień oraz aktywowałem pole Merkaby i zmieniłem całą swoją biologiczną strukturę ciała dostrajając ją do wibracji Merkaby (zainteresowany polecam książkę D. Melchizedek – Pradawna Tajemnica Kwiatu Życia). Od tego weekendu zacząłem też sporadycznie rozpoznawać u innych podpięcia robiąc im na przykład Reiki. Przez jakiś czas byłem tylko na etapie rozpoznawania, ponieważ Reiki jest zbyt łagodną energią, by za jej pomocą można było zadziałać na istoty tego pokroju.

 

Szamańska inicjacja

Minęło kolejne pół roku i w moim życiu zaczęły się dziać nowe rzeczy na płaszczyźnie duchowej – poprowadziłem pierwszy raz w życiu koleżankę przez proces wchodząc w rolę medium, by połączyć ją z przodkami. Później w domu zrobiliśmy ceremonie rapee i tam też pracowałem z każdym indywidualnie. Po tych doświadczeniach wymyśliłem sobie poprowadzenie ceremonii rapee w otwartej przestrzeni. Zaprosiłem jeszcze 2 osoby jako współprowadzące to doświadczenie zmieniając swój pierwotny plan. No i się zaczęło…

Noc przed ceremonią pojawiła się gorączka na zmianę z dreszczami. Raz wybudzając się zobaczyłem psychodeliczne kłęby energii wychodzące z mego ciała zalewające cały pokój. Czułem, że coś się oczyszcza. Później przyszedł sen, w którym na ceremonii siedziałem poza kręgiem, panował tam totalny chaos, a grupa w ogóle mnie nie słuchała.

W dniu ceremonii mój stan fizyczny był tak ciężki, że odpuściłem temat i zrobiliśmy za darmo krąg kobiet i mężczyzn. Zawsze kiedy już siedzę w kręgu to pozwalam sobie pracować z jego medycyną wpadając w trans.

W 2 turze zrobiłem sobie harakiri w splot słoneczny kijem służącym za przedmiot do mówienia. Poczułem żeby oprzeć kij o podłogę i oprzeć się na nim. Przeniosło mnie wtedy w świat wizji – wisiałem w powietrzu wbity na włócznię na wysokości splotu, a wokół mnie latały kruki. Po chwili pojawiły się miecze, które zaczęły ciąć moje ciało. Następnie dwa miecze przygwoździły mnie do ziemi wbijając się w moją miednicę symetrycznie po obu stronach. Czułem, że nie jestem w stanie nic z tym zrobić i doświadczam energii agonii. Próbowałem dłońmi wyciągnąć te miecze i w ogóle nie przeszkadzało mi to, że moje dłonie rozcinają się ślizgając się po mieczach. Potem przejechałem kijem po swoim ciele kilkakrotnie i podałem go dalej pozostając w świecie wizji.

Następnie kruki zaczęły zjadać moje ciało, a jakiś czas później zniknęły wraz z mieczami i pojawiły się krasnoludki (duchy Wrocławia). Wpierw otworzyły moją miednicę rozrywając ją na części. Następnie włożyły mi w ciało zupełnie nową miednicę powlekając ją jakąś energią, która troszkę przeniosła się na moje lewe udo i lewą część biodra. Później wyciągały różne malutkie czakry z mojego ciała, oczyszczały je i wkładały z powrotem na miejsce. Krasnoludki zaczęły wbijać haki z linami w moją klatkę piersiową i odrywać płaty skóry. Pojawiła się idealnie krągła dziura na mojej klatce, z której wypływał mocny strumień światła. Wyrywały kolejne płaty skóry powiększając stopniowo tę dziurę. A na koniec zostawiły ją i ja też czułem, że chwilowo ma tak być. Moje serce zostało szerzej otwarte.

Przez kolejnych 5 dni moja forma fizyczna dalej była tragiczna. Wysiadło mi totalnie gardło, spałem przez ponad połowę doby codziennie, miałem duszący kaszel i zero witalności. Proces zdrowienia rozpoczął się dopiero jak połączyłem swoje nowe ciało z Ziemią i wypełniłem je światłem ze Źródła.

 

Nowa rola

Pewnego listopadowego dnia ubiegłego roku rozmawiałem przez telefon ze znajomym, który znalazł się w energii mordu wymierzonej w rodziców. Zaraz po telefonie zaczęły się dziać ze mną różne rzeczy, których jeszcze wtedy nie rozumiałem, ale zaufałem sobie i poszedłem za odczuciami. Wylądowałem na klęczkach i wchodząc w świat wizji zobaczyłem węża, który posuwa się równocześnie do przodu ale i kręci się niczym po spirali. Poobserwowałem to chwilę i nagle ni stąd ni zowąd wyciągnąłem nóż i wbiłem go w niego, a potem rozprułem na pół, choć umysł miał wątpliwości czy aby czasem nie atakuję zwierzęcia mocy albo coś w tym stylu. Zobaczyłem jednak głowę gadziej istoty, która wyszła z mojej. Reszta jego ciała była zanurzona w moim, a właściwie to w ciele znajomego, ponieważ byłem wtedy w jego polu.

Złapałem go za głowę i wyciągnąłem z siebie rzucając go przed siebie bez zwalniania uchwytu. Zastanawiałem się chwilę co z tym począć, i ostatecznie zbliżałem go stopniowo do ognia prosząc żywioł o transformację tej energii. Gad powoli stawał się coraz mniejszy, aż zniknął zupełnie.

W kolejnych dnia dowiedziałem się, że w znajomym wyciszyły się jego agresywne emocje i łatwiej było mu utrzymać własne pole jak i łagodniej reagować na to co się działo w domu.

Jakiś tydzień później towarzyszyłem mojej koleżance, która na tamtą chwilę była niesamowice mocno poruszona pewną historią z jej życia, która miała miejsce na przestrzeni kilku dni. Siedzieliśmy tak sobie i nagle przy zamkniętych oczach zobaczyłem wielką czaszkę wykrzywioną w szyderczy grymas absolutnej kontroli. Zapaliłem świeczkę, okadziłem przestrzeń białą szałwią i nagle przyszła mi wizja operacji energetyczno-chirurgicznej. Postanowiłem pójść za tym i rozłożyłem stół do masażu pytając się znajomej o zgodę na użycie jej obsydianu, a następnie prosząc ją, by się położyła. Dałem sobie chwilę na wejście w trans i zacząłem działać – kroiłem w kształcie rombu jej ciało w świecie wizji na wysokości miednicy, tak że jeden z kątów był tam gdzie jej wagina. Na planie fizycznym po prostu przejeżdżałem obsydianem delikatnie, z wyczuciem po jej ciele. Wyobraziłem sobie jak odrywam płat skóry i zobaczyłem skłębioną czarną energię w obszarze jej czakry seksualnej z różnymi bytami w środku. Skupiłem się na największym i wyciągnąłem go, a następnie „spaliłem” go nad świeczką, kładąc też następnie świeczkę pod stołem na wysokości jej miednicy. Później poczułem kłucie w lewym biodrze i przyłożyłem w to miejsce na jej ciele obsydian ostrym kantem, przesuwając nim po jakiejś linii na lewej nodze idącej aż do samej stopy. Czułem jak obsydian tnie jakiś ciemny ślad energetyczny osłabiając go, a zaraz ściągając tę energię na siebie (okazało się, że miała kiedyś na tej linii rwę kulszową). Następnie oczyściłem białą szałwią jej lewe biodro i zasklepiłem tę ranę światłem z dłoni.

Kolejny etapem podróży była aplikacja rapee. Usiadłem obok koleżanki asekurując ją. Poczułem kilka razy ukłucia w penisie oraz w odbycie, przez co zacząłem się zastanawiać, czy czasem nie zaczęła seksualnie fantazjować o mnie. Po chwili zgasiłem świeczkę wywołując ciemność, po to by wejść w końcu w jej cień. Jakiś czas później odwróciła się w moją stronę, usiadła naprzeciw i wpatrywała się we mnie z wyraźną seksualną energią. Potwierdziły się moje przypuszczenia i widziałem też jak coś przejęło nad nią kontrolę. Zobaczyłem nagle głowę jakiegoś czerwonego demona z poziomymi rogami byka zawiniętymi w górę na końcu.

Zbliżyła się do mnie po czym nachyliła się nade mną przytulając swoją twarz do mojej z lewej strony. Czułem mocny ogień w czakrze seksualnej, ale trwałem w obserwatorze. Spytałem się – „Gdzie jesteś?”, na co odsunęła się i dalej wpatrywała we mnie. Widziałem jak z jej twarzy wychodzi coś, jakaś uwodzicielska istota o energii żeńskiej. Nagle rzuciła się na mnie, a ja synchronicznie z nią złapałem ją mocno całą dłonią za głowę odpychając na bok, po czym chwyciłem silnie za rękę i głowę klinczując ją na chwilę, by się uspokoiła. Po stonowaniu energii spytałem się jej czy długo tak jeszcze zamierza temu czemuś oddawać swoją moc. Znowu się przytuliła do mnie, a ja ją odepchnąłem nie chcąc tego. Przypomniałem jej, że to ona musi zdecydować na oczyszczenie się z tego, bo bez jej woli nic się nie zmieni. Nagle coś pękło – zwinęła w kulkę, kładąc głowę przy mojej lewej nodze i zaczęła szlochać. Głaskałem ją z czułością po plecach na wysokości serca jak i po głowie. Całą energia seksualna wyparowała. W głębi ducha cieszyłem się, że w końcu dotarła do tego momentu i puściła emocje, a mi udało się wytrzymać na straży. W tym momencie też poczułem, że w końcu jej pole otwiera się na mnie i dopiero teraz zaczynamy pracę.

Poczułem całą lewą stronę ciała i zasugerowałem jej rapee Kaxinawe. Nigdy dotąd nie widziałem takiego efektu – wykręcało ją z bólu, musiała się położyć, bo nie była w stanie usiedzieć. Sam również przyjąłem Kaxinawę z intencją głębszego wejścia w jej pole, żeby pomóc jej to przepracować.

Po jakimś czasie również położyłem się na podłodze, tyle że na brzuchu. Poczułem coś niemal jak ogromną betonową ścianę czarnej energii, która przygniatała moje lędźwie do ziemi. Czułem w tym energię gwałtu, naruszenia. Wszedłem w to jeszcze głębiej i wpierw poczułem się totalnie zdominowany, jakby ktoś mnie brał od tyłu. Podwinęły mi się biodra trochę do góry i zacząłem wykonywać ruchy jakbym uprawiał seks, a właściwie ktoś uprawiał go ze mną. Czułem też waginę w kroczu. Świadomość, którą się stałem nie chciała tego, było to wbrew jej woli na poziomie duszy. Czułem ogromny ból i chęć ucieczki. Z czasem zdysocjowałem się od tego doświadczenia, co sprawiło, że część duszy zdefragmentowała się oddzielając się od reszty i utknęła w tamtej czasoprzestrzeni. Dalej przepuszczałem przez ciało i gardło energię. Dotarłem do momentu, w którym zacząłem przywoływać tamten fragment wypełniony cierpieniem. Zapłakałem z serca zarówno swojego jak i jej pozwalając, by ten ból w końcu wybrzmiał. Później zwinąłem się w kulkę na klęczkach i czułem energię ślimaka – w każdej chwili niesie swój dom na plecach, w którym może się schować co daje mu poczucie bezpieczeństwa. Zaraz jednak zacząłem pełznąć powoli, czując jak wypełzam i porzucam tę muszlę. Dotarłem do ściany, na którą wpełzłem i już tak zostałem, czując się nagi. W tym miejscu domknęliśmy proces.

Już parę dni później zaobserwowała ona u siebie zmiany – brak zasysania w kontaktach z nowopoznanymi facetami, kończenie spotkania przyjacielskim przytulasem w miejsce flirtującego pocałunku. Na przestrzeni kolejnych tygodni dużo łatwiej jej było utrzymać swoje postanowienia na tej płaszczyźnie i nie dawała się tak łatwo wciągnąć w jakieś brudne seksualne gierki, gdzie intencje drugiej osoby nie były czyste.

 

Posłowie

Jestem tylko człowiekiem z ziemską perspektywą, także to co tu opisałem oczywiście jest subiektywne. Każdy z nas przyszedł na Ziemię z innymi talentami duchowymi i predyspozycjami, ja na przykład mam bardzo mocny mental i łatwość w wewnętrznym widzeniu (innymi słowy bogata wyobraźnia, wizje, emocje, refleksyjność, praca słowem) co nie zmienia faktu, że widzę tylko jakiś wycinek całości i że sam mogę czasami nakładać jakieś swoje projekcje lub przekonania.

Opisałem tutaj bardzo istotny aspekt mojej ścieżki pokazując jak z perspektywy lat łączą się kropki – przeżywamy niektóre zjawiska w swoim życiu, by mieć później ich lepsze zrozumienie i tym, którzy aktualnie przebywają w podobnym miejscu jak my wtedy, nieść inspirację albo wsparcie.

Kroczę szamańską ścieżką, stąd taki, a nie inny sposób radzenia sobie i postrzegania dotykających mnie tematów. Inni ludzie, którzy są bardziej osadzeni w postrzeganiu świata na zasadach tzw. „ustalonej rzeczywistości”, mogą poradzić sobie z podobnymi wyzwaniami po prostu zmieniając stopniowo różne płaszczyzny życia, np. swoją dietę, środowisko, wkręcając się w sport, pracując nad przekonaniami w psychoterapii itd. Nie potrzebują widzieć demonów ani ich wyrzucać z siebie, co nie zmienia faktu, że jak pracują nad sobą to w pewnym momencie żegnają się z takimi energiami jeśli je miały w swoim polu. Po prostu nie nazywają tego tak, gdyż odbierają rzeczywistość z innego pułapu – dogodnego i właściwego dla nich.

Z drugiej strony powszechnie wiadoma jest niska skuteczność psychoterapii, terapii u psychiatrów oraz szpitali psychiatrycznych w próbach niesienia pomocy osobom z zaburzeniami psychotycznymi, nerwicowymi i ze schizofrenią. Jak tacy terapeuci mają nieść pomoc ludziom, którzy np. słyszą głosy, kiedy z miejsca negują prawdziwość ich doświadczeń etykietkując je jako urojenia i nierzeczywiste halucynacje!? Jak mogą trafnie diagnozować objawy zaburzeń psychicznych i podsuwać rozwiązania, skoro nie rozumieją w pełni tego czym jest świadomość? Faszeruje się takich „pacjentów” syntetycznymi substancjami, które tylko ściągają kolejne systemowe energie na tych biedaków mnożąc w nich chaos i brak kontroli nad własnym jestestwem. A przecież jest tyle innych sposobów na uzdrawianie, po które wręcz należy sięgnąć, kiedy dotychczasowe zawodzą…

 

Tekst ten dedykuję wszystkim psychonautom, psychotykom, schizofrenikom, tym ze stylem maniakalno-depresyjnym i tym co wiecznie tkwią pomiędzy! Pamiętajcie, że Pomiędzy może być domem 😉

 

O autorze:

Jakub Stąpór – prowadzi w różnych miastach Polski wykłady o legalnych roślinach psychoaktywnych – „Alchemia Psychoaktywności” oraz o pracy z energią poprzez różne narzędzia i techniki uzdrowicielskie – „Praktyki energetyczne” jak i panel dyskusyjny dotyczący szamanizmu – „Duchologia i szamańskie terapie”. Strażnik męskich kręgów.

Pracuje indywidualnie z ludźmi z całej Polski pomagając w integracji cienia. Jego sesje mają charakter podróży transowych, podczas których prowadzony przez pole korzysta z ustawień systemowych, medycyny kręgu, kontaktu fizycznego, werbalizacji i różnych technik terapeutycznych pomagając w dotarciu do wypartych emocji i uwolnieniu ich, transformacji przekonań oraz uzdrowieniu rodu i pojednaniu się z przodkami.

Promuje też męskie kręgi organizując je i trzymając jako strażnik.

Kontakt:
e-mail: herku@vp.pl
tel.: 720 899 185

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *