Dar Wędrownego Szamana (Legenda o Yerba Mate)

Karai, czyli wędrowni szamani Indian Tupi-Guarani, byli postrzegani jako istoty pół-boskie. Prowadzili ascetyczny, pustelniczy tryb życia, uzdrawiali dzięki znajomości roślin i tajemnic lasu oraz kontaktu z jego duchami. Gdy zjawiali się w jakiejś indiańskiej wiosce, o świcie wygłaszali ogniste przemowy o ziemi bez zła i prawidłach guarańskiego życia. 

 

 

U zarania dziejów lud Guaranich przebył wielki ocean i osiedlił się na wybrzeżach Ameryki Południowej. Ludność pracowała ciężko, aby uzdatnić ziemię, przystosować się do warunków pogodowych, zaznajomić z tajemniczymi lasami i dżunglami. Niestety Indianie nie znali sekretów uprawy ziemi. Prosili swych Przodków, by skierowali do nich Boga, który pomógłby im, wskazał drogę.

I tak w pewnym momencie na ich ziemiach zjawił się Pai Sume. Uznawany za ducha opiekuńczego terenów dzisiejszej Brazylii, a zarazem bóstwo rolnictwa. Nauczył Indian uprawy ziemi, przekazał wiedzę na temat stosowania roślin i ziół oraz tego, jak sobie radzić w trakcie trudnych warunków pogodowych – suszy, powodzi, epidemii. Guarani zaczęli ochoczo sadzić na przygotowanych grządkach maniok oraz kukurydzę.

 

Niestety Indianie nie wiedzieli nadal jak utrzymać ziemię żyzną, aby po kilku latach uprawiania nie stała się jałowa. Musieli zatem wędrować i karczować kolejne leśne tereny, przemieszczając się w ten sposób w głąb lądu. Tworzyli niewielkie osady i przez 4-5 lat mieszkali w stworzonych tak wioskach, aż nadchodził moment przeniesienia. Zabierali swój dobytek i ruszali w nieprzewidywalną, często niebezpieczną podróż.

Podczas jednej z takich wędrówek, pewien stary i schorowany Indianin o imieniu Cala, postanowił pozostać na miejscu. Nie miał siły się przemieszczać, ani opóźniać swoich towarzyszy w przedzieraniu się przez dzikie knieje gór Misiones. Jego wierna córka postanowiła pozostać ojcem. Rozrywało ją serce, ponieważ była najmłodszą w całym plemieniu i pragnęła być w grupie, ale też zbyt mocno kochała ojca, aby o nim zapomnieć… Jara, bo tak miała na imię, otoczyła rodziciela opieką, a pozostali Indianie wyruszyli w drogę.

 

Mijał czas, a chory starzec czuł się coraz słabszy. W głębi duszy pragnął, żeby Jara odnalazła indiańskie plemię i żyła szczęśliwa, dla siebie zaś tylko tradycyjnego pochówku. W decydującej godzinie do ich schronienia zawitał tajemniczy jegomość. O skórze rozświetlonej słonecznymi promieniami, miękkiej i gładkiej, o ubiorze niepasującym do guarańskich szat. Nie był stąd. Przychodził z głębin dżungli i szepczących lasów. Słyszał śpiew oceanu i pomruki gór. Mógł być wcieleniem najwyższego boga Tupy, boga stworzyciela. Mógł być Obdarzonym powołaniem szamańskim Karai.

Przybysz został ugoszczony przez Calę i Jarę najbardziej szlachetnym, pięknie ozdobionym talerzem Guarani. Za tę gościnność, zaproponował spełnić życzenie dwójki Indian…

 

Skromna Jara nie wiedziała jednak o co prosić, więc jej ojciec szczerze wyznał, że pragnie nabrać sił, aby odprowadzić córkę do plemienia. A sam zostać tam należycie pochowanym.

Szaman na to podarował Cali i Jarze niezwykłą Roślinę, wiecznie zieloną, o pięknym zapachu – Caa’ Mate. Nakazał posadzić ją w ziemi, a gdy wyrośnie – zerwać z należytym szacunkiem liście. Nauczył ich następnie suszyć je w ogniu, na cześć Boga Słońca, prażyć i kruszyć oraz przygotowywać w naczyniu mate. Pokazał im sposób spożycia roślinki przy pomocy zimnej oraz ciepłej wody, przy każdym łyku oddając cześć bogu.

Caa’ Matenapar gościnności, oznajmił, ma za zadanie złagodzić trudy wędrówki, zmniejszyć poczucie samotności, dodać sił i wzmocnić ciałoNapar ten zachwyci wszystkich wędrujących. 

 

Przybysz mianował starca strażnikiem yerby – Caa Yari, zaś jego córkę Strażniczką – Caa Yara. Szaman odszedł, a gorzko-słodkie ziele pozostało z Indianami, którzy stali się powiernikami jego mocy i roślinnej siły.

 

Ów zielony, odżywczy napar gościnności… niejako samej dżungli… przywrócił staremu Indianinowi siły. Po czasie picia go codziennie mógł on, z pomocą dzielnej Jary, ruszyć w dalszą wędrówkę.

Odnaleźli szczęśliwie swe plemię i podzielili się świętą, magiczną roślinną. Odtąd każdy Indianin po dziś dzień popija Caa Mate dla wzmocnienia i w chorobie. Roślina stała się towarzyszką wypraw, spotkań społeczności i wszelkich rytuałów, a także podstawowym zielem w guarańskim ziołolecznictwie.


O autorce

Martyna Borowska (Ka’nyati Dzayanayin) – pisarka, praktykująca kreatywny rozwój mentalny i duchowy, rozmiłowana w lesie i roślinach, jodze i filozofii. Eksploruje świat Słowa, poprzez wizje, medytacje, odmienne stany świadomości, a także własną twórczość i kontakt z naturą. Prowadzi Yerbini – Sklep z yerbą i herbą w Toruniu, miejsce szerzenia świadomości i kultury picia oraz przyrządzania naparów. Na zapleczu dnia codziennego oddaje się alchemicznym eksperymentom, porywom wyobraźni i odkrywaniu tajników wszechświata.

yerbini.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *